bezpieczny poranek

chwila zatrzymania, bezcenny moment, bezcenna obecność.

wyszłam z nadzieją, że znajdę może inne światło, może nieco inne miejsce… jakże się zdziwiłam. krokusy! wydawało mi się, że to w parku coś niedostępnego… nigdy wcześniej na nie nie trafiłam. dziś wcale ich nie szukałam, po prostu poszłam inną drogą. ileż radości, ileż skupienia… suche liście nie ustępują jeszcze parkowej zieleni, pokrywają niestępowanie grunt pomiędzy drzewami… a wśród nich prawdziwa wiosna. nie tylko kwiaty, nie tylko fiolet… pszczoły!

odpoczęłam. te kilkanaście minut dało mi ogrom wytchnienia, choć wcale nie jestem zmęczona, ani nie byłam. ale to mój oddech, moje „coś” co sprawia, że kwitnę…

strzeliłam kilka kadrów, kilka które dały szczery uśmiech. przyroda jest piękna, przyroda nie goni… nie spieszy się, ani nie pospiesza niczego wokół. powrót do natury byłby dla nas uzdrowieniem. a gdyby tak… zwolnić… iść w rytmie… a gdyby tak cieszyć się chwilą – nie tylko tą wyjątkową. gdyby tak czuć wdzięczność za deszcz i wiatr. a to co trudne? jak czuć wdzięczność za trudne doświadczenia? wszak każde doświadczenie czegoś mnie uczy. nie zmienię tego co już się wydarzyło, ale mogę zdecydować jak na to zareaguję… i czy dam się porwać, czy zaobserwuję i przyjmę, jako coś dokonanego.

bardzo blisko mi do filozofii buddyjskiej, czytam, zgłębiam… to trudne, ale pociągające… wabi – bo jest prawdziwe i tak bardzo zgodne z naturą, ma tak ogromny sens. dla mnie.

Brak komentarzy

Opublikuj komentarz